Dyspozytor dopełnił procedur, dlatego prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie pracownika kaliskiego Pogotowia Ratunkowego, który w ubiegłym roku, odbierając wezwanie o umierającym, stwierdził, że: „każdy kiedyś musi umrzeć”. Pacjent zmarł przed przyjazdem karetki, jednak śmierć 59-latka nastąpiła nagle i nie miały na nią wpływu działania dyspozytora – uznali śledczy. Czy to wystarczające usprawiedliwienia dla takiego zachowania?

Gorący czerwiec ubiegłego roku. Wczesne popołudnie. Sebastian Banasiak z Ostrowa Wielkopolskiego chwyta za telefon i próbuje wezwać pomoc do nieprzytomnego znajomego. - Zadzwoniłem na pogotowie, na numer 112. Powiedziano w Poznaniu, że mam go (kolegę – red.) na boku położyć i rękę pod głowę. Tak zrobiłem. I przekserowała mnie do Kalisza. A w Kaliszu mi powiedział: „każdy kiedyś umrze”. Ja nie wytrzymałem nerwowo: Niech pan wyśle karetkę, bo człowiekowi leci piana! – relacjonuje ostrowianin.  

59-letni pacjent zmarł przed przyjazddem karetki. Ostrowianin, który trzykrotnie wzywał do niego pomoc, rozmowę z dyspozytorem z Kalisza umieścił w sieci. Nagranie odbiło się głośnym echem w całym kraju i wywołało prawdziwą burzę.

Miały być szkolenia dla dyspozytorów

Dyspozytor za słowne szafowanie życiem, które powinien ratować, został zawieszony. A odpowiedzialny za działanie Centrów Powiadamiania Ratunkowego wojewoda Zbigniew Hoffmann zapowiedział, że konieczna będzie weryfikacja procedur. Zapowiadano też szkolenia dla dyspozytorów. - Na pewno cały system powiadamiania medycznego wymaga systemowych rozwiązań. Będziemy na ten temat rozmawiać. Ta sprawa zresztą już wielokrotnie była podejmowana. Planujemy też powtórzenie szkolenia dla osób odbierających telefony, żeby potrafiły udzielić wsparcia psychologicznego i metodycznego dzwoniącym – mówiła kilka dni później w Kaliszu Marlena Maląg, wicewojewoda.

Szkolenie odbyło się jedno. W grudniu ubiegłego roku. Skorzystało z niego 20 dyspozytorów. W tym samym czasie śledztwo w sprawie zachowania pracownika kaliskiego Pogotowia Ratunkowego wszczęła prokuratura. Przesłuchano nagrania, pracowników Centrum Powiadamiania Ratunkowego i ostrowskiego Pogotowia Ratunkowego. Zabezpieczono dokumentację medyczną i uzyskano opinie biegłych odnośnie procedur wdrażanych przez poszczególnych członków łańcucha ratunkowego.

Nie było związku

- W ramach postępowania zabezpieczono dokumentację medyczną, uzyskano opinie biegłych z zakresu medycyny sądowej, a także całość materiałów przekazano biegłym z zakresu medycyny ratunkowej i zdrowia publicznego. W oparciu o powyższy materiał biegli wskazali, że zgon pokrzywdzonego nastąpił w trybie nagłym, a czas zadysponowania karetki – w tym konkretnym przypadku 11 sekund - i okres związany z jej przyjazdem między godziną 15.01 a 15.08 nie pozostawał w związku przyczynowo – skutkowym ze zgonem pokrzywdzonego - wyjaśnia Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okregowej w Ostrowie Wielkopolskim. - Ocena dokonana w zakresie tych procedur wykazała, że były one podejmowane zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia w sprawie ramowych procedur dysponowania.

Być może procedury czasowe były dopełnione. Jednak empatii w sztywnym postępowaniu dyspozytora z pewnością zabrakło.

Źródło: faktykaliskie.pl