W sobotę 17 września 2016 roku do wrocławskiego szpitala znajdującego się przy ulicy Fieldorfa został przywieziony 22-letni Krystian S. w bardzo ciężkim stanie. Młody mężczyzna przeżył operację, lecz nadal przebywa we wrocławskim szpitalu.

Według podawanych informacji doznał urazu głowy o godzinie 24:00 w komendzie policji w Miliczu. Jednak funkcjonariusze policji twierdzą, że 22-latek sam się przewrócił uderzając głową o podłogę. Wtedy na komendę policji w Miliczu natychmiastowo wezwano karetkę pogotowia. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że w dokumentacji szpitala zapisano: "mężczyzna został znaleziony na ulicy, pod wpływem alkoholu i został przewieziony do domu, gdzie następnie się przewrócił.

Jaka jest prawdziwa wersja wydarzeń?  Sprawą zajmuje się już prokurator.

Sławomir Waleński - podinspektor z komendy policji w Miliczu twierdzi, że początek wydarzeń miał miejsce około godziny 22:30 w piątek 16 września 2016 roku na jednej z ulic Milicza. Według jego relacji Krystian S. był pod wpływem alkoholu, szarpał się i awanturował. Po przyjechaniu patrolu na miejsce zdarzenia został wylegitymowany, a funkcjonariusze powiadomili 22-latka, że powinien zostać ukarany mandatem karnym, lecz został skierowany wniosek do sądu po czym funkcjonariusze odjechali. Około godziny 24:00 22-letni Krystian S. pojawił się przy okienku dla interesantów w komendzie policji w Miliczu - tłumaczy rzecznik.

Krystian miał wówczas przy okienku prosić, aby jego wykroczenie nie zostało zgłoszone do sądu i chce zapłaci mandat. Funkcjonariusz wytłumaczył mężczyźnie, że takie rozwiązanie nie jest możliwe i w tym czasie doszło do zachwiania się młodego chłopaka, który upadł głową na ziemię. Bezzwłocznie została udzielona mu pomoc oraz wezwane zostało pogotowie ratunkowe. Mężczyzna został przewieziony przez karetkę na izbę przyjęć do milickiego szpitala. Za pogotowiem natychmiast ruszyli także policjanci. Jak podaje rzecznik w szpitalu mężczyzna również zaczął się awanturować, a lekarz stwierdził otarcie naskórka, a Krystian S. odmówił badań. Ostatecznie policjanci podjęli decyzję o odwiezieniu mężczyzny do jego domu.

Jak powiedział lekarz 22-latek został odwieziony do swojego domu zamiast na policję i tak też jest zapisane w dokumentach medycznych. Obecnie w Miliczu nie ma izby wytrzeźwień i pijanych zatrzymuje się w policyjnym areszcie. Dr. Paweł Świderski powiedział, że zależało mu na tym, aby 22-letni Krystian S. dla swojego bezpieczeństwa został pod opieką funkcjonariuszy, lecz Ci postanowili odwieźć go do domu.

Prawdopodobnie w radiowozie stracił przytomność. Według relacji świadkowej zdarzenia - Pani Malwiny widziała ona jak policja przyjechała pod dom mężczyzny:

"Nieśli go, trzymając za ręce i nogi"
- opowiada.

"Z policjantami była również policjantka, która stała przy wejściu do domu i rozglądała się. Krystian został wniesiony do budynku i położony na łóżku, a ojcu powiedzieli, że jest pod wpływem alkoholu i musi wytrzeźwieć po czym odjechali. Krystian wyglądał na wpół martwy."  - relacjonuje siostra 22-latka.

Ciocia, która przebywała w domu razem z ojcem Krystiana i jego siostry zauważyła, że Krystian wygląda bardzo dziwnie i postanowiła wezwać pogotowie około 2 w nocy. Już 3 godziny po wezwaniu karetki przez kobietę mężczyzna znalazł się we wrocławskim szpitalu.

Lekarze relacjonowali to tak:

"Operowaliśmy trupa..."

"Krystian został ledwo uratowany" - tłumaczy siostra.

W poniedziałek 19 września 2016 roku siostra Krystiana poinformowała, że trafił on do szpitala we Wrocławiu - opowiada podinspektor Waleński.

W całej tej sprawie zostały zabezpieczone wszelkie materiały dowodowe i przekazane do prokuratury. Śledczy z Milicza wnieśli prośbę o wyznaczenie innej jednostki do zbadania sprawy, a poprowadzi ją Prokuratura Rejonowa w Wołowie.

W Poniedziałek 4 października 2016 roku o godzinie 19:30 przed komendą policji w Miliczu pojawił się znany w całej Polsce polityk Zbigniew Stonoga wraz z licznym gronem młodzieży, którzy domagali się wyjaśnienia całej te sprawy.




Aktualizacja 23:08

We wtorkowy wieczór o godzinie 19:00 pod Komendą Policji w Miliczu doszło do sporego zamieszania, ponieważ protestujące tam osoby zaczęły rzucać kamieniami oraz butelkami. W związku zaistniałą sytuacją policja była zmuszona użyć broni gładkolufowej, aby rozpędzić awanturników. Kilkaset osób uczestniczyło w całym tym proteście - według podawanych informacji przez różne źródła mogła to być liczba od 300 do nawet 700 osób.

Podczas zamieszek w Miliczu kilka osób zostało rannych:



Ranna została również kobieta:



Świadkowie podsyłają nam fotografie z protestu: