Projekt ustawy autorstwa NSZZ "Solidarność" przewiduje zakaz handlu we wszystkie niemal niedziele. W te dni będą mogły być czynne tylko stacje benzynowe, apteki, piekarnie oraz małe sklepy osiedlowe. - Ten projekt ustawy wprawdzie nieco cywilizuje rynek pracy, ale też zawiera sporo niedoskonałości, które w efekcie mogą mieć niekorzystny wpływ na gospodarkę - uważa dr Bartłomiej Biga z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem, jeśli wprowadzać niedziele wolne od handlu, to stopniowo. Naturalnie, ze społecznego punktu widzenia jest wiele argumentów, które przemawiają za ograniczeniem handlu w te dni, ale też jest równie wiele argumentów, głównie ekonomicznych, przeciw takiemu rozwiązaniu. - Najważniejszym argumentem przeciwko ograniczaniu handlu w niedziele jest niebezpieczeństwo ograniczenia ilości miejsc pracy w handlu. Według obliczeń specjalistów, w takiej sytuacji pracę mogłoby stracić mniej niż 1/7 ogółu zatrudnionych, bo jednocześnie byłby większy popyt na pracę w pozostałe dni tygodnia - uważa Biga. – Gdyby jednak zakaz handlu w niedziele był wprowadzany stopniowo, także ten negatywny efekt byłby zminimalizowany.
Gdyby nagle pojawiło się w kalendarzu przeszło czterdzieści dni, w których handel jest ograniczony, byłby to dla tego sektora spory szok. Dlatego wydaje się, że lepszym i z całą pewnością, bardziej bezpiecznym rozwiązaniem byłoby stopniowe zwiększanie ilości ,,bezhandlowych,, niedziel. Np. w pierwszym roku wprowadzenie jednej niedzieli w miesiącu, w następnym dwóch i tak, aż do ograniczenia handlu we wszystkie niedziele w perspektywie trzech lat - proponuje ekspert.
Zgodnie ze związkowym projektem ustawy w ciągu roku może być siedem tzw. handlowych niedziel. Sklepy mogłyby pracować m.in. w niedziele poprzedzające Boże Narodzenie oraz Wielkanoc, a także wtedy, kiedy organizowane są wyprzedaże.
Ekspert jest też zdania, że warto rozważyć, czy w pierwszym okresie obowiązywania takiej ustawy nie warto by było zacząć od ograniczenia godzin pracy sklepów w niedziele (np. 8.00-16.00), a dopiero później wprowadzać dalej idące zakazy.
W projekcie ustawy są wyjątki. W niedziele będą mogły być czynne m.in. stacje benzynowe, piekarnie, sklepy znajdujące się na dworcach kolejowych i lotniskach oraz kioski z prasą. Handlować będą mogły również małe, osiedlowe sklepy, jednak tylko wtedy, gdy klientów będą obsługiwali ich właściciele. Bartłomiej Big uważa, że ten spis wyjątków jest niejasny. Krytykuje też pomysł, żeby ci, którzy złamią zakaz handlu w niedziele podlegali karze grzywny, ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności do dwóch lat.
Unia Europejska nie stworzyła jednolitych przepisów dotyczących handlu w niedziele. Dlatego w różnych krajach panują w tej kwestii różne uregulowania. W dziewięciu państwach handel w niedziele i święta jest mocno ograniczony. W pozostałych 19 zakupy można robić przez cały tydzień, praktycznie bez żadnych ograniczeń. Prawie całkowity zakaz handlu w niedzielę i święta obowiązuje więc w Niemczech, Austrii, Irlandii Północnej. Częściowe ograniczenia wprowadziła Belgia, Francja, Grecja, Holandia, Luksemburg, Holandia oraz Węgry. Poza Unią Europejską zakaz handlu w niedziele wprowadziła też Norwegia i Szwajcaria.